wtf >> czwartek, 15 stycznia 2009 14:58:56
asdfasdfasdf wie ktoś jak przenieść archiwum bloga innym sposobem, niż kopiowanie każdej notki i wklejanie jej gdzie indziej? xd

Mylog ssie pałę. I nie odpisują na maile. Ciekawe czy ktokolwiek w ogóle nad nim pracuje. o_Ó
komentarze [0]

"Wydaje mi sie że pani Eleonora jest kosmitom" >> niedziela, 23 listopada 2008 22:10:47

Na początek dwa słowa:

Ja. Pierdolę.

Tym jakże trafnym stwierdzeniem, odzwierciedlającym niemalże w stu procentach moje życie ostatnimi czasy, zaczynamy relację na gorąco.

Za oknem śnieg. Nie pierwszy, bo ten zjawił się już 19 listopada około 2.30 rano, kiedy kończyłam pisać wypracowanie na polski. Nie pierwszy w ogóle, ale na pewno jak dotąd najtrwalszy, bo trzyma już od rana.
Carrefour Wileński już od Święta Zmarłych przyozdabiają złote gwiazdki, a w This & That obok Halloweenowych ozdób stały solniczki-bałwanki i płyny do kąpieli w kształcie reniferów.
W telewizji coraz więcej mikołajów. Pierwszego zobaczyłam jakieś półtora tygodnia temu, w reklamie któregoś z supermarketow.
Dwa dni temu Coca Cola rozpoczęła emisję swoich świątecznych reklam. Ciężarówki znów wyjechały w miasto, niosąc wszystkim radość, kolorowe światełka i świąteczne promocje.
Do tego przed chwilą, zupełnie przypadkowo, na mojej playliście włączyło się "Last Christmas" w wykonaniu Darrena. (Serio nie specjalnie, nawet nie wiedziałam że on śpiewał tą piosenkę T.t)

Dlatego właśnie, sezon świąteczny uważam za otwarty.

*
*
*

Z innych ciekawostek:

"Włamanie na śniadanie" z Willisem kręcili na prawdę fajni ludzie. W scenie, kiedy dwóch gości wchodzi komuś do domu i zastają na kanapie całujących się nastolatków, w radiu leci Kill the Rock Mindlesów. Zonk.
W sumie tak samo, w czwartej części "Szklanej Pułapki", jak by nie patrzeć też z Willisem, w scenie kiedy pierwszy raz pojawia się haker, w telewizji puszczają I'm So Sick Flyleafa.
Chyba muszę do tego przywyknąć. O, na przykład obiecuję, że nie zdziwię się, kiedy w ostatniej części Harry'ego Pottera też zobaczę Willisa.

*

Mama kupiła mi ostatnio wór nowych skarpetek i powiedziała "mam nadzieję, że teraz już zaczniesz je parować?".
Powiedziałam, że nie.

*

Przy sprzątaniu dysku znalazłam (znowu) nasze nagrania z czasów, jak mieliśmy może po 11 lat? Popłakałam się ze śmiechu. Są genialne i żałuję, że nie mogę ich opublikować. I że już takich nie nagrywamy. Z któregoś z nich, cytat w nazwie notki.
Tak, mam świadomość, że może to wywoływać atak śmiechu tylko w wąskim kręgu wtajemniczonych.
Ale ja i tak zawsze płaczę jak tego słucham. :D
("Widziałem jednego!" mwahahaha xD)


PEES. Mam ochotę napisać na prawdę dużo i na prawdę bez sensu. Nie napiszę, dla obopólnego dobra. Cieszmy się. :E

komentarze [2]

Go home and die. >> sobota, 1 listopada 2008 00:05:04

"We keep falling in love
What a beautiful disaster"

Kolejną moją miłość dopisuję do listy ludzi, których nie mogę mieć. Doborowe towarzystwo na liście, trzeba przyznać. Teraz czeka mnie odwykowa terapia, która niezwykle rzadko przynosi efekty.

Mówię 'kocham' o zdecydowanie za dużej liczbie osób. Co ciekawe, prawie żadnej z tych osób nie powiedziałam tego prosto w twarz.

Spójrzmy prawdzie w oczy. Z prawie żadną z tych osób nigdy nie zamieniłam nawet słowa.

I nie, nie mówię o aktorach i innych sławnych ludziach w których nastolatki zwykłe się zakochiwać.

***

Mam pół roku do matury. I statystycznie niemożliwe jest, żebym ją zdała. A mam teraz statystykę na matmie, to wiem co mówię.
Ja, totalnie humanistyczny umysł (a przynajmniej tak mi wmawiają, ja tam się humanistą ni trochę nie czuję, a już szczególnie nie czuję umysłu) zmierzę się na maturze z rozszerzoną matematyką i informatyką, bo oprócz informatyki miałam do wyboru fizykę.
Biorąc pod uwagę przykry-incydent-z-poprawką, to kiedy wybrałam informatykę zamiast fizyki, szanse że zdam urosły o jakieś ułamki procenta.
Ale na cud i tak nie liczę. Zakomunikowałam już wszystkim, żeby też na niego nie liczyli i że mam pięć lat na poprawianie wyników.
W końcu jest coś takiego jak Uniwersytet Trzeciego Wieku, nie? Dla kogoś to budują przecież...

A gdybym (niedajboże) zdała na te 31%, to wybrałam sobie takie kierunki, na takiej uczelni, że jeśli na któryś przypadkiem bym się dostała, odpadłabym po pierwszej sesji. Czy po czym tam się odpada... :x

Jednakowoż dalej marzę o mojej (z pewnością) niespełnionej mechatronicznej / informatycznej przyszłości na warszawskiej Politechnice, oglądając telewizję, siedząc w internecie i ściągając kolejne sezony głupich amerykańskich seriali, zamiast odrabiać lekcje czy uczyć się...

Czegokolwiek.


PEES. Pani kazała nam przeczytać całą "Lalkę" w dwa tygodnie. Przerabiamy ją już od kilku lekcji. Zdążyłam dostać dwie jedynki. I to nie są jedyne jedynki jakie aktualnie posiadam.
W sumie, jak tak dalej pójdzie to nie będę się musiała martwić o tą maturę, a przynajmniej nie w tym roku...

komentarze [4]

Pobawmy się w wojnę. >> wtorek, 23 września 2008 22:47:18

Idziemy przez plac zabaw w parku. Było dosyć chłodno, dlatego nie roiło się tam od dzieci i mam z wózkami. Niedaleko, po trawie biega mały dzieciaczek. Chwilę nas obserwuje, ale po chwili podbiega i idąc naszym tempem, pyta.
- Cześć, jak się nazywasz? Ja Michał.
- Dawid - odpowiada Dawid.
- Pobawisz się ze mną w wojnę? Mam drugi karabin u mamy.
Dawid patrzy się na mnie z niepewną miną. Mieliśmy iść przecież razem na huśtawki.
- Nie wiem. Mogę się pobawić?
Uśmiecham się i poprawiam małemu czapkę.
- No jasne. Tylko się nie zgrzej i jak będziesz coś chciał, to przyjdź.
Ale Dawid biegnie już za Michałem, który krzyczy.
- Będziemy bronić naszych tajnych baz, jedna jest tam na drzewie a jedna w tych krzakach, znalazłem tam fajną deskę!

Trochę mnie to przeraża. No bo jeżeli teraz najlepszą zabawą dla sześcioletnich chłopców jest zabawa w strzelanie do siebie i zabijanie na niby, to co będzie jak będą mieli po 16, 26, 36 lat?
Ja dziękuję za taką zabawę.


PEES. Ich piosenki od kilku tygodni rozjebują mi musk. Totalnie.



komentarze [0]

Pieprzone ocieplenie klimatu. >> niedziela, 7 września 2008 23:52:11

Błagam, ludzie, zróbcie coś z tym. Wyłączajcie komputery na noc i nie zostawiajcie telewizorów na czuwaniu. Gaście światło przed wyjściem z pokoju i róbcie te wszystkie inne rzeczy, o jakich mówi Greenpeace i reszta od ochrony środowiska. Ja pierdolę, jak tak dalej pójdzie, to zginiemy jeszcze przed tym pieprzonym 2012. Wyprowadzam się na biegun. Tam przynajmniej nikt nie będzie mi kazał zakładać krótkich spodni... >.>


Generalnie, miałam napisać jakieś dwa miesiące temu. O tym, że w pewną środową noc, w pewnym Warszawskim klubie widziałam dwóch z najpiękniejszych ludzi świata, jeden był skejtem a drugi azjatą, i że ci jak na złość nie chcieli się zejść, a jeden z nich co chwila znikał w kiblu inną laską. Miało być też o tym, że jakimś cudem skończyłam potem z anginą. I dużo innych pasjonujących rzeczy.
Łorewa.

Witamy wakacje, żegnamy wakacje.
I całe szczęście. To były moje najgorsze wakacje ever.
Pomińmy fakt, że w ciągu całych tych dwóch miesięcy wyjechałam z domu tylko na 20 dni. Serio, jako rasowy no-life lubię siedzieć w domu.
Jako rasowy no-life lubię także kąpać się w jeziorze tylko po zmroku, żeby przypadkiem nikt mnie nie zobaczył.
Ludzie mówią, że przesadzam. Ja tak nie uważam.

Dzięki mojej fizycy i przykremu incydentowi z poprawką, wszystkie moje wakacyjne plany spaliły na panewce. (Swoją drogą, uczyłam się równe sześć dni a zdałam na 3, to chyba coś znaczy. Mogła mnie przepuścić, a nie bawić w złą panią od fizyki.) Nie poszłam ani do pracy, ani na lekcje grania na basie, ani nie pojechałam na kilka ciekawych wypadów ze znajomymi. Nie zrobiłam totalnie nic, włącznie z odchudzaniem. :x
Przynajmniej mogłam legalnie jechać na środkach uspokajających.

I w ten oto sposób docieramy do teraźniejszości. Przede mną najkrótszy w moim życiu rok szkolny. Zapierdol jak się patrzy, a do tego mamy na 7:10 trzy razy w tygodniu. Zrobiłam plany, a jakże. Mnóstwo korepetycji, grafik wypełniony po brzegi na cały tydzień, żeby przypadkiem nie było czasu na moje ulubione nic-nie-robienie.
Jak na złość, od tygodnia, po przyjściu ze szkoły rzucam torbę i nabijam lvl w WOWie do wieczora. A to nie wróży nic dobrego na resztę roku.

Wybaczcie wulgaryzmy. Od niedawna rzucam ten nałóg.

komentarze [4]

Blog porzucony. >> piątek, 29 sierpnia 2008 11:19:19

Wcale nie. Pff.


komentarze [1]

"Thank you god, for making me an alien..." >> piątek, 11 lipica 2008 17:34:34

Słowo dnia: nierealne.
I jeszcze abażur. Ale to raczej takie pod-słowo, dodawane w nawiasie tylko dlatego, że śmiesznie brzmi. Coś jak 'sorbet'.

Do zapamiętania: latarnie dalej gasną kiedy koło nich przechodzę.
It's scary, isn't it?

Nierealne jest dzisiaj niemal wszystko. Nierealne na dzień dzisiejszy są moje plany na następny rok. Nierealne są też rzeczy które stały się w przeciągu ostatnich miesięcy. Nierealne jest, że Greenpeace'owi uda się oczyścić Wisłę, oraz że prezydent podpisze traktat Lizboński. Albo że Polska zdąży ze stadionami na 2012.
Taa...

Mam również do zakomunikowania pewien problem natury tęczowej. Możliwe, że trochę go wyolbrzymiam, ale z drugiej strony nie można go bagatelizować (o jakie mądre słowa xD) Przemyślcie to, a ja zakładam jakiś anty-klub. Albo o, założę partię polityczną. Albo coś. Jeszcze nad tym pomyślę...

By :: 14:47:07
Historia Upiorów Pierścienia i wojna ich oczami(elementy yaoi)(10221 ludków tu było:P)
By :: 14:47:13
o_O
By :: 14:47:32
to za kilka lat będzie choroba ludzkości, zobaczysz
Ania :: 14:48:10 / S 14:50:41
ale co?
By :: 14:48:18
yaoi
Ania :: 14:48:33 / S 14:51:04
XDD

.
.
.

By :: 15:59:27
no nie! Mówiłam, mówiłam?! To już się zaczyna! Średnio co siódma reklama bloga jest rekalmą bloga yaoi. Reszta to opowiadania Tokio Hotel albo blogi oceniające, ale to już mniejsza z tym.
Ania :: 15:59:47 / S 16:02:17
{głupek}
By :: 15:59:52
Idę zabarykadować się gdzieś w piwnicy zanim nastąpi koniec świata.
Ania :: 16:00:07 / S 16:02:37
a co ty taka cięta na yaoi nagle?
By :: 16:00:49
no bo ile można, heloł, założę się że średnia wieku tych dziewczynek to 14. -.-
Ania :: 16:01:12 / S 16:03:43
ale przeciez nikt ci nie kaze tego czytac o,O
By :: 16:01:38
ale ja tego nie czytam
By :: 16:01:53
zresztą przecież nie mówię o poziomie treści
Ania :: 16:01:58 / S 16:04:28
no to w czym masz problem?
By :: 16:02:15
przeraża mnie to T^T
Ania :: 16:02:35 / S 16:05:06
*rolls eyes*
Ania :: 16:02:47 / S 16:05:18
bojaźliwa jakaś XD
By :: 16:03:13
potem ich mamy wchodzą przypadkiem na ich blogi albo znajdują ich zeszyciki z opowiadaniami o gejach i sobie wyobrażają nie wiadomo co
Ania :: 16:03:45 / S 16:06:16
ale to ich problem, i ich mam
Ania :: 16:03:50 / S 16:06:17
XD
By :: 16:04:49
najprawdopodobniej że ich małoletnie córki przyjaźnią się z jakimiś gejami i to wszystko przez nich a potem nie można spokojnie przejść na paradzie, ani negocjować o ich prawach bo mamy są przekonane że geje to zboczeńcy, jak z tych opowiadań ich małoletnich córek.
Ania :: 16:05:13 / S 16:07:44
{idiota}
By :: 16:31:26
o_O
By :: 16:31:37
HENTAI !! PONAD 400 ODWIEDZIN !! Plis, właźcie i komentujcie ;)
Ania :: 16:31:49 / S 16:34:20
*headdesk*
Ania :: 16:31:54 / S 16:34:24
B, skończ

komentarze [8]

It's just one of those days >> niedziela, 15 czerwca 2008 00:04:04

Mam takie dni, kiedy słuchając piosenki mam wrażenie, że została napisana odzwierciedlając dokładnie to, co ja przeżywam w danej chwili. Wtedy mam ochotę przekazać tę piosenkę wszystkim, bo jest idealna do przekazania tego jak się czuję i co myślę, bo nawet ja nie ujęłabym tego lepiej.
W te same dni odruchowo loguję się do serwisu z chęcią napisania notki z samym tekstem tej piosenki, ale w pewnym momencie dochodzi do mnie że to wcale nie jest fajne. I sam tekst też wcale fajnie nie wygląda.

Czasami mam wrażenie, że mogłabym się porozumiewać wyłącznie tekstami piosenek.

Może zacznę pisać włas... Chociaż nie, chyba lepiej nie.

*Tutaj powinien się pokazać tekst piosenki Limp Bizkit - Break Stuff. Jednakowoż ponieważ nie wyglądał fajnie...*

Mój genialny plan zdania w tym roku nie wypalił. Skończyłam ze średnią nie wynoszącą nawet 2,5 i z poprawką z fizyki. Jeśli zdam, stawiam wam wszystkim loda.

W McDonaldzie.

Possałam w tym roku już wystarczająco.

Kilka innych "ciekawostek":
Potańczyłam sobie długo, bo aż trzy miesiące. Nagle się okazało że moje kolano odmawia posłuszeństwa. Wszystko byłoby ok, gdyby odmawiało z powodu jakiejś kontuzji, której nabawiło się przeze mnie. Ale nie! Ono się psuje dziedzicznie!
Pieprzone geny... -.-
Przynajmniej nie zabrali mi Egurrolokarty. Dalej mogę nią szpanować w tylnej kieszeni spodni. Tak, żeby było widać wielkie RR.
Nie mogę skakać, nie mogę biegać, nie mogę nic, co nie jest jazdą na rowerze czy pływaniem. Czyli z moich Wielkich Tajnych Planów Deskorolkowych, Rolkowoslalomowych i wszelkich innych o zabawieniu sportowym nici.
Poniekąd to przykre. Z drugiej strony, będę miała więcej czasu na NAUKĘ.

W sumie generalnie tak w ogóle to miałam dzisiaj napisać zupełnie co innego. Przynajmniej tak mi się zdaje.

W każdym razie cieszcie się wakacjami, bo następnych możecie nie mieć. Pozdrowienia znad książki od fizyki, od przyszłego-niedoszłego programisty od gier komputerowych który nie ma za grosz zdolności ścisłoprzedmiotowych.

komentarze [1]

+ >> poniedziałek, 9 czerwca 2008 23:22:46
Mam dziwne wrażenie, że dziewięć dni temu powinni zawiesić mi bloga. Nie zawiesili, ale nie zamierzam ich drażnić.

Foo foo, napiszę coś w tym miesiącu, to pewne. Męczy mnie to od środka, ale niestety przegrywa ze wszystkimi innymi męczącymi mnie, tym razem od zewnątrz czynnikami.

Na szczęście szkoła niedługo się kończy.
komentarze [0]

Brand new day >> czwartek, 1 maja 2008 15:48:27
Prawda powszechnie znana:

"Faceci są po to, żeby byli sławnymi Jrockersami. Są po to, żeby występowali w filmach o piratach. I żeby jeździli na desce. I tańczyli breakdance. I żeby wyglądali w niektórych ciuchach lepiej niż my. I po to, żeby w końcu wmówić im, że na pewno są gejami. Po to właśnie są. Według mnie."

I nie zadawajcie więcej głupich pytań 'na co komu faceci'. Przecież to oczywiste. :D

A spróbujcie zaprzeczyć.

Piękna wiosna się nam zapowiada tego roku. Ach ach. ^^


Turn the clock to zero, honey
I'll sell the stock, we'll spend all the money
We're starting up a brand new day.

Turn the clock to zero, boss
The river's wide, we'll swim across
Started up a brand new day.

komentarze [7]

Szubidu ju ken suck! >> sobota, 19 kwietnia 2008 01:19:14

Nie potrafię pojąć fenomenu tych ludzi. Serio. Co sprawia, że szalejemy za nimi, chociaż tak na prawdę nigdy nie zamieniliśmy z nimi słowa, i najprawdopodobniej nigdy ich nie poznamy.
Bo w sumie to też ludzie, nie? Tacy jak my, nie różnią się od nas składem chemicznym organizmu. Też robią kupę. I w ogóle.

Ale kurde, jest coś, że kiedy widzisz ich na ekranie, jak się uśmiechają, to bezwiednie sam się uśmiechasz. Autograf, spisany na jakimś marnym kawałku papieru ląduje na ścianie, albo zbijasz za niego grubą kasę w internecie. Siedzisz na widowni i marzysz o tym, żeby przybili ci piątkę. Chociaż wiesz, że będziesz musiał umyć ręce kiedy wrócisz do domu, bo niestety, ale obietnice 'już nigdy nie umyję tej ręki, dotknął jej Johnny Depp!' przeważnie nie dają rady. Wiem to z autopsji...

Nasz niecny plan polegał na zobaczeniu ich na własne oczy. Wiedziałyśmy gdzie, wiedziałyśmy kiedy i o której, miałyśmy pretekst dość dobry, żebyśmy mogły się nim tłumaczyć przed nami samymi. No i...

Udało się.

No i znowu. Widzisz kogoś znanego, dostajesz głupawki. Szoku. Paraliżu. Wszelkie odruchy samozachowawcze szwankują. Potrafisz stanąć i gapić się, albo zacząć piszczeć. Albo, to jest najgorsze, próbujesz zachowywać się normalnie.
Wierzcie mi, to nigdy nie wychodzi. xD

Wyobrażasz sobie podejść do takiej popularnej osoby, którą normalnie widzisz tylko w telewizji i powiedzieć... ''cześć, jak leci?" Chyba nie. Najłatwiej jest zrobić z siebie idiotę.
A przecież często są to ludzie w naszym wieku. Też chodzą do szkoły, mają znajomych z ławki i dostają kiepskie oceny.

Dobra, nieważne. Generalnie chciałam napisać, że...

WIDZIAŁAM GIORGIJA NA ŻYWO, SZMATO!
I Filipa! xD (tego geja co odpadł, prawda... ODPADŁ. Nie powinien. >.>)

Omg, to była największa głupawka w moim życiu chyba.

Za tydzień jedziemy tam znowu. Co z tego, że będziemy jak śledzące ich psychofanki i dostaniemy dożywotni zakaz wstępu do Egurroli. xD

Szubidu ju ken dens! {boogie}

Cholera. Jak już pójdziemy do piętnastej edycji YCD, to za nami też tak będą latać? >.> Ale fajnie! :F

xD

Ach, no i ekstrakt z najnowszych aktualności. Tańcuję sobie hip-hop w EDS (tak, mam już Jakże Szpanerską Kartę Członkostwa), mam w planach od chuj koncertów (hym. Iść, a nie grać, ne~ xD), brakuje mi kasy, dlatego idę składać wam kanapki i smażyć frytki w McDonaldzie, oczywiście jak już dostanę dowód, oczywiście kiedy złożę podanie, co z tego że trzy miesiące po urodzinach. xD

PEES. Chyba nas widzieli, jak stoimy za filarem...

komentarze [2]

Kupa. >> piątek, 21 marca 2008 14:51:11

Kupa. Wielka i śmierdząca.

Święta ssą. Ty też ssiesz. Szczególnie, jeżeli nie umiesz czytać ze zrozumieniem.

Jeszcze ktoś chce się obrazić? Spoko, z chęcią się przed wami popłaszczę. Przeproszę, będę błagać o wybaczenie, a wy mnie zgnoicie, bo to jak zwykle moja wina. No przecież. Bo wszyscy, ale oczywiście oprócz mnie mogą mieć podły nastrój i wpaść w psychiczny dołek.

Nie no, spoko. Ogarnęłam się już i wyzbyłam egocentrycznego zaślepienia i zachwytu samą sobą. Nie macie się co martwić. Serio.
komentarze [1]

The time has come to think again. >> niedziela, 9 marca 2008 22:43:16

Nienawidzę, kiedy ktoś zabiera mi moją osobowość. Moją indywidualność. Jeszcze bardziej nie lubię, kiedy robi to moje toczenie.

Nie wiem, może po prostu chcąc być osobą oryginalną, jednocześnie (poniekąd) lubianą, za dużo 'moich' rzeczy przekazuję reszcie. Żeby jakoś się z nią stopić. Ujednolicić. Nawet, jeżeli to resztę miałabym ujednolicić ze mną, a nie na odwrót. Na prawdę nie wiem.

Mam świadomość, że przecież to nie należy do mnie. Że nie mogę Tylko Ja słuchać konkretnego zespołu, że nie mogę Tylko Ja wykazywać pewnych skłonności, Tylko Ja robić coś tak, a nie inaczej.

Bo przecież sama ich tego uczę. Namawiam. Przyzwyczajam. Odkrywam coś przed nimi. Wami.

W końcu ktoś kiedyś też mi to pokazał. Nie wszystko, oczywiście, ale pewne rzeczy na pewno.

Dzielę się tym, co dla mnie naprawdę ważne, co tworzy mnie, moją osobowość. A potem okazuje się, że jestem tylko jednym z wielu takich samych. Że wcale nie jestem największym fanem. Że wcale nie mam o tym najwszechstronniejszej wiedzy. Że nie tylko ja jestem taka. Nie tylko ja jestem inna.

Ale skoro wszyscy są inni, to czy nie jesteśmy wszyscy tacy sami? Jestem taka sama jak wszyscy, bo jestem inna. Cholera...

Z drugiej strony nie chciałabym być jedyna. Gdyby tylko mnie podobał się konkretny tytuł, gdybym tylko ja była fanką, gdybym tylko ja miała trzy ręce, dwa kciuki, oko na czole, albo kolor, kiedy reszta byłaby czarno-biała. Niefajnie jest być indywiduum.

Chyba dlatego właśnie emanuję chęcią podzielenia się moimi zainteresowaniami. Jednocześnie chcąc je zachować wyłącznie dla siebie.

To bardzo męczące.

Jestem świadoma, że pisząc to tutaj (a nie w pamiętniku zamkniętym na kłódkę i jeszcze podając do tego link w opisie na gg) nie robię najlepiej. Pewnie kilkoro z was będzie myślało, że to o was, albo co gorsza, że mam do was pretensje o to, że lubicie to co ja.
Nie mam. A do tego kocham was za to.
Albo wpadniecie na pomysł obrażenia się i ofukania mnie, że co ja sobie w ogóle wyobrażam.
Tak więc przepraszam.
Musiałam to napisać, a internet wydawał się odpowiedni. Czuję się idiotycznie pisząc coś do siebie, w zeszycie czasami zwanym pamiętnikiem, a tutaj przynajmniej pozostaje złudzenie, że nie śpiewam do kotleta. Tak, kotlet to ja, a śpiew to moje użalanie się.
Usiłowałam wprowadzić akcent humorystyczny. Strasznie smutno pisze się bez emotikon...

I żałuję, że nie mogę wykrzyczeć wam tego prosto w twarz. Pokazać, że wcale nie jesteście tacy fajni. Udowodnić, że byłam pierwsza. Że gdyby nie ja, nigdy byście tego nie zrobili. Wiedzieli. Znali. Kochali. Że czasem mam ochotę z wściekłości roześmiać się wam prosto w twarz.

Nienawidzę samej siebie za sposób, w jaki na to patrzę. Wy pewnie znienawidzilibyście mnie, gdybym, właśnie, wykrzyczała wam to 'prosto w twarz'. Postukali się w głowę. Kazali spadać.

Zawsze miałam kompleksy na tle egzystencjalnym.

Ach. I wbrew pozorom, muzyka nie jest głównym problemem, jakkolwiek to jest tam napisane. No i kiedy będę wam pokazywać kolejny zespół/książkę/cokolwiek, nie wypominajcie mi tego. Proszę.

Czuję się, jakbym odpaliła odliczanie do autodestrukcji. Całe szczęście, że nie jestem emo. Pewnie pływałabym już w swojej krwi.

komentarze [4]

*cough, cough* >> wtorek, 19 lutego 2008 17:23:23

No i proszę, zmogła mnie choroba. Ot, akurat na ferie i akurat wtedy, kiedy w Warszawie łaskawie spadł śnieg. Faaajnie. (Śniegu już nie ma. Też fajnie.) W sumie to dobrze, bo mam wymówkę i nie muszę nigdzie wychodzić (ahaha, ominie mnie matma xD) ale z drugiej strony nie mogę nigdzie wychodzić i muszę siedzieć w domu cały dzień.
Nigdzie nie wychodzę i siedzę w domu. No proszę, kto by się spodziewał?
Już nawet z pisaniem mam problemy. Ha. A mózg wycieka mi nosem, razem z żółtawozielonym katarem.

A wszystko przez to, że byłam na tyle naiwna i uwierzyłam, że jeżeli jest +3 stopnie i nie pada deszcz, to mogę pozbyć się glanów i zimowego płaszcza, wymieniając je na wiosenne wdzianko. Kupa. Do tego doszedł fakt roznoszenia ulotek i latania po schodach dwa dni pod rząd, a co za tym idzie paradowanie w samej bluzie "bo przecież jest tak gorąco, jak się biega z góry na dół".
No, ale o tym mama nie musi wiedzieć.
Doprawiłam się oczywiście na koncercie, gdzie zdarłam sobie gardło śpiewając... ekhm, "śpiewając" razem z tłumem "I'm So Sick" Flyleafa i krzycząc nieładne i niecenzuralne rzeczy (też razem z tłumem ^^) do Deathstars, którzy na szczęście nie rozumieli po polsku. A przynajmniej mam taką nadzieję.
Co oczywiście nie zmienia faktu, że koncert - w moim rankingu najzajebistszych-rzeczy-jakie-miałam-szanse-przeżyć - zajmuje pierwsze miejsce. Jak na razie.
To, co tam się działo... Tego się nawet nie da opisać słowami. I wcale nie chodzi mi o sam występ, bo w zasadzie nie poszliśmy tam na KoRna samego w sobie (nie lubimy najnowszej płyty, jak się okazało już w trakcie xD).
Staliśmy zadziwiająco blisko sceny, w samym środku wielkiego pogo. Fale ludzi pokładały się to w prawo, to w lewo, tył usilnie próbował przebić się do przodu a przód, zgnieciony i zły, odbijał falę posyłając wszystkich niechcianych gości na swoje miejsce. Czułeś, że ludzie na około przydeptują ci stopy, ale ty leciałeś już w drugą stronę, więc jedyne co ci pozostało, to łapanie równowagi, najczęściej na osobach stojących obok. Euforia, adrenalina, pot i dobra muzyka. Tak. Było świetnie.
A Lacey jest piękna, świetnie śpiewa i wspaniale wygląda na scenie. Czego chcieć więcej? ^^



Niestety, moje video na żywo nie nadaje się do publikacji. Słychać tam bardziej nas, niż Lacey, a poza tym jakoś jest... creepy. >.<

PeeS: Tralala, za pięć dni będę legalna! xD

komentarze [3]

Blah blah with Lady SOV, and smthg random. >> sobota, 9 lutego 2008 18:51:46
Och tak. Jasne. Super. Ohmygasdfomgwtf...

Plany na najbliższe parę godzin: Nie rozwalić już żadnego kubka latającym długopisem.

Mam lipring. Przez laików nazywany 'kolczyk w brodzie'. Ale wszyscy zainteresowani i potencjalni czytelnicy już o tym wiedzą, więc tylko krótka wzmianka, tak dla zachowania chronologii. O.

Ach, no i miałam pozdrowić Arasza, który nalegał. I który robił sobie kolczyk ze mną. Już go nie ma (tego kolczyka). Pozdrawiam Arasza. :*

komentarze [6]

|| favme || *