No i proszę, zmogła mnie choroba. Ot, akurat na ferie i akurat wtedy, kiedy w Warszawie łaskawie spadł śnieg. Faaajnie. (Śniegu już nie ma. Też fajnie.) W sumie to dobrze, bo mam wymówkę i nie muszę nigdzie wychodzić (ahaha, ominie mnie matma xD) ale z drugiej strony nie mogę nigdzie wychodzić i muszę siedzieć w domu cały dzień.
Nigdzie nie wychodzę i siedzę w domu. No proszę, kto by się spodziewał?
Już nawet z pisaniem mam problemy. Ha. A mózg wycieka mi nosem, razem z żółtawozielonym katarem.
A wszystko przez to, że byłam na tyle naiwna i uwierzyłam, że jeżeli jest +3 stopnie i nie pada deszcz, to mogę pozbyć się glanów i zimowego płaszcza, wymieniając je na wiosenne wdzianko. Kupa. Do tego doszedł fakt roznoszenia ulotek i latania po schodach dwa dni pod rząd, a co za tym idzie paradowanie w samej bluzie "bo przecież jest tak gorąco, jak się biega z góry na dół".
No, ale o tym mama nie musi wiedzieć.
Doprawiłam się oczywiście na koncercie, gdzie zdarłam sobie gardło śpiewając... ekhm, "śpiewając" razem z tłumem "I'm So Sick" Flyleafa i krzycząc nieładne i niecenzuralne rzeczy (też razem z tłumem ^^) do Deathstars, którzy na szczęście nie rozumieli po polsku. A przynajmniej mam taką nadzieję.
Co oczywiście nie zmienia faktu, że koncert - w moim rankingu najzajebistszych-rzeczy-jakie-miałam-szanse-przeżyć - zajmuje pierwsze miejsce. Jak na razie.
To, co tam się działo... Tego się nawet nie da opisać słowami. I wcale nie chodzi mi o sam występ, bo w zasadzie nie poszliśmy tam na KoRna samego w sobie (nie lubimy najnowszej płyty, jak się okazało już w trakcie xD).
Staliśmy zadziwiająco blisko sceny, w samym środku wielkiego pogo. Fale ludzi pokładały się to w prawo, to w lewo, tył usilnie próbował przebić się do przodu a przód, zgnieciony i zły, odbijał falę posyłając wszystkich niechcianych gości na swoje miejsce. Czułeś, że ludzie na około przydeptują ci stopy, ale ty leciałeś już w drugą stronę, więc jedyne co ci pozostało, to łapanie równowagi, najczęściej na osobach stojących obok. Euforia, adrenalina, pot i dobra muzyka. Tak. Było świetnie.
A Lacey jest piękna, świetnie śpiewa i wspaniale wygląda na scenie. Czego chcieć więcej? ^^
Niestety, moje video na żywo nie nadaje się do publikacji. Słychać tam bardziej nas, niż Lacey, a poza tym jakoś jest... creepy. >.<